Ostatni okres w moim życiu można porównać z wielką tykającą bombą, która czeka na odpowiedni moment, aby wybuchnąć i sprowadzić mnie do parteru. Kaaażdy tak ma, nawet najbardziej stabilna emocjonalnie osoba.
Bomba wybucha, następuje płacz, ryk, zgrzytanie zębami, ale po tym.. Błoga cisza, stan, dla którego jestem w stanie bez problemu przejść ten ciężki okres nawet czołgając się. Dla mnie jest to cudownie.
Cudowny stan trwa kilka dni, człowiek jest zrelaksowany, robi co chce, żyje jak chce i generalnie ma wszystko w dupie. Chesz aby ten stan trwał wiecznie, nigdy się nie kończył aż w końcu...
Coś zaczyna się dziać, zaczynasz czuć ale te uczucia ci nie przeszkadzają aż tak bardzo. Gdy twój partner powie coś nieodpowiedniego potrafisz machnąć na to ręką i wrócić do swoich sparw.
Ale to trwa tylko do momentu, aż nie poczujesz pierwszysch objawów PMS'a.
Czerwona kropeczka na twoich koronkowych majtkach potrafi ci zrobić większą krzywdę, niż jakakolwiek najgorsza osoba na świecie
Pozdrawiam serdecznie wszystkie panie, które to rozumieją.
A jeśli jakiś facet przeczytał to do końca - chłopie, przynajmniej wiesz co i jak. Kochaj swoją damę nawet, gdy poplami ci pościel